Trzecie prawo magii: uczucia rządzą rozumem

Autor: Paweł Tałajczyk
Redakcja językowa i korekta: Mateusz Błaszczyk
Uwaga redakcji: autor przedstawia w poniższym eseju własne przemyślenia i nie reprezentuje oficjalnego stanowiska portalu Obiektywizm.pl.


Tekst jest trzecim z serii artykułów poświęconych twórczości Terry’ego Goodkinda − pisarza fantasy i zdeklarowanego zwolennika filozofii obiektywizmu.

To prawo powinno być sformułowane: uczucia potrafią zastąpić rozum. Po pierwsze, w obecnym brzmieniu stoi w sprzeczności z szóstym prawem, ponieważ sugeruje jako właściwe zachowania irracjonalne (w kontekście całej fabuły można łatwo zrozumieć intencje autora). Po drugie, uczucia i emocje są czymś, co popycha nas do działań: chcemy grać w szachy – gramy w szachy, chcemy mieć więcej pieniędzy – możemy zmienić pracę, otworzyć firmę czy też spróbować szczęścia na loterii. Kiedy gramy w szachy, używamy jednak jakiejś taktyki. Kiedy prowadzimy firmę, musimy mieć pomysł na strategię działania. Dowódca wojsk także musi posługiwać się jakąś strategię. Kiedy stawiamy budynek, musimy dobrać odpowiednie fundamenty i znać zasady inżynierii budowlanej. We wszystkich tych działaniach możemy wyodrębnić jedno kluczowe słowo: sposób.

Uczucia czy emocje mogą nam pomóc przy wyznaczaniu celów: najpierw są nasze upodobania, które skądś się przecież biorą. Fakt, że ktoś lubuje się w kulinariach i chce zarabiać właśnie na nich, nie wynika (a przynajmniej nie wyłącznie) z samej logiki. Podobnie kiedy kogoś fascynuje wyjazd w góry i podziwianie zapierających dech w piersiach widoków. Z samych logicznych decyzji nie wynika fakt, że różni ludzie obierają różne kierunki studiów, mają różne upodobania muzyczne czy też wolą np. szachy od brydża.

Powyższe samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe; po prostu jest. Na początku tekstu wspomniałem, że właściwa treść prawa skupia się na jego negatywnym aspekcie: na tym, że uczucia potrafią zastąpić rozum.

Tak samo, jak mogą nam pomóc przy wyznaczaniu celów, tak też mogą zniekształcić naszą drogę do nich bądź zaburzyć hierarchię wartości.

Wrą wśród nas spory. To trzecie prawo magii: uczucia rządzą rozumem. Lękam się, że to najbardziej zdradzieckie ze wszystkich praw może doprowadzić do naszej zguby. Choć wiemy, co czynimy, to obawiam się, że niektórzy z nas tak czy owak je łamią. Każda frakcja twierdzi, że w działaniu kieruje się wyłącznie rozumem, ja jednak boję się, iż to tylko uczucia. Nawet Alric Rahl zawiadamia szaleńczo o rozwiązaniu. Tymczasem Nawiedzający Sny dziesiątkują naszych żołnierzy. […] Dzisiaj pożegnałem przyjaciół udających się do baszt. Nigdy już ich nie zobaczę na tym świecie. Ilu umrze w basztach za sprawę rozumu? Wiem jednak niestety, że jeszcze gorzej byłoby, gdybyśmy złamali trzecie prawo.

Cytat pochodzi z cyklu Miecz Prawdy, z tomu III pt. Bractwo Czystej Krwi, choć − w realiach samej powieści − także jest on cytatem: fragmentem z książki opisującej losy Wielkiej Wojny, rozgrywającej się trzy tysiące lat wcześniej, zwanej pamiętnikiem Koloblicina. W kontekście książki pokazuje − tak jak każde prawo magii − uniwersalne prawdy życiowe: zawiera w sobie wskazówki lub ostrzeżenia. Uniwersalność zaakcentowana jest chociażby przez ogromny rozstrzał czasu między autorem pamiętnika a jego czytelnikiem, który doświadcza analogicznych sytuacji.

Główny bohater − Richard − bardzo szybko dostrzegł, że trzecie prawo łączy się z pierwszym. To uczucia powodują, że ludzie ignorują możliwość odnalezienia prawdy i obierają drogę na skróty, a także że choćby mieli prawdę tuż przed sobą, to wolą jej nie widzieć. Bo liczy się chwilowe ukojenie; nieważne, czy będzie to złudny spokój czy emocjonalna sensacja.

I tak właśnie, kiedy wyszedł na ulice Aydindril (jednego z miast swojego urzędowania), aby spytać ludzi, dlaczego uciekają, opowiedzieli mu o plotkach zasłyszanych na jego temat.

Im bardziej Richard próbował zaprzeczać owym zdumiewającym pogłoskom, tym bardziej się przy nich upierali. Mówili, że słyszeli o tym od tak wielu ludzi, iż to musi być prawda. Tak rozpowszechniona wiedza musi być prawdziwa, przekonywali, bo nie można było oszukać aż tylu mieszkańców. Nie chcieli słuchać żadnych wyjaśnień. Chcieli, by zostawić ich w spokoju, tak aby mogli uciec pod opiekę oferowaną, jak słyszeli, przez Imperialny Ład.

Można więc śmiało powiedzieć, że pierwsze prawo ma swoją genezę w trzecim. A drugie? Wiemy już, że mimo dobrych intencji nasze działania mogą wyrządzić szkody. Kiedy działamy na podstawie dostępnej nam wiedzy, czasu jest mało, a decyzję trzeba podjąć, jesteśmy przynajmniej na drodze do racjonalnego działania. Ale nie zawsze tak bywa. Kiedy ruszamy do płonącego budynku, aby uratować przebywających tam ludzi, takie postępowanie jest irracjonalne, jeśli nie znamy sposobu, jak im pomóc i wyjść stamtąd cało. Jednak uczucia mogą powiedzieć swoje: tam są ludzie, pali się, oni zaraz spłoną i właściwie tylko to się w tej chwili liczy. A to jest zgubne, bo osoba działająca bez zrozumienia sytuacji poniesie jedynie bezsensowną ofiarę.

Są to sytuacje, kiedy rozwiązanie jest pozornie łatwe. Ale ta „pozorna łatwość” ma swoje źródło w uczuciach. Przykładów nie trzeba daleko szukać: chociażby młodemu socjaldemokracie może się wydawać, że w celu zmniejszenia ubóstwa wystarczy zabrać pieniądze jednym, a dać je drugim. Bardzo częstym zjawiskiem jest przenoszenie relacji z jednej sfery na drugą. Przykładem niech będzie silny w Polsce kult Jurka Owsiaka. Nie wnikam teraz w kwestię prawdziwości oskarżeń kierowanych pod jego adresem, jednak kiedy przygląda się dyskusjom internetowym, można łatwo wychwycić schemat:  „on mi pomógł” ->  „zostawcie go w spokoju, jest niewinny”. Tego typu przypadków można by znaleźć o wiele więcej w życiu codziennym. Ktoś może nie chcieć podjąć pracy w pewnej branży tylko dlatego, że miał złe doświadczenia w innej, związane jednak ze środowiskiem firmy. Typowy przykład z polityki to pojawiający się co jakiś czas temat powrotu do obowiązkowej służby wojskowej. A wraz z nim argumenty, jakoby wojsko miało zrobić z młodych obywateli prawdziwych mężczyzn. Bo widać: dyscyplinę, umundurowanie, broń oraz skojarzenia z bohaterską obroną terytorium. A także zajęcie, bo przecież wielu ludzi nie ma zajęcia. Nie widać: alternatywnych możliwości na rozwój w podobnych dziedzinach, potrzeby indywidualnego przyzwolenia wynikającego z wolnej woli czy w końcu uprzedmiotowienia obywatela przez państwo. Tu nasuwa mi się przemyślenie: czemu zgoda na uprzedmiotowienie obywatela przez wypełnianie tzw. „obowiązków wobec państwa” jest traktowana z szacunkiem, nawet jako cnota obywatelska, podczas gdy uchylanie się od nich nierzadko traktuje się jako tchórzostwo czy też bluźnierstwo?

Prawdopodobnie kult państwa jest u większości ludzi rozwinięty tak mocno (i podświadomie), że dogmatycznie przyjmują mistyczną właściwość, wobec której jednostka jest tylko elementem w historii. Ta dogmatyczność zazwyczaj nie jest uświadomiona; jest to bardziej myślenie w kategoriach rozmytych: „trochę tak, trochę nie”, na zasadzie wpojonych wzorców przykrywających myślenie, spotęgowanych uczuciami zakazującymi w ogóle pomyśleć o innym modelu państwa. Tworzą się w ten sposób obiegowe pojęcia, których każdy używa w emocjach, lecz mało kto je rozumie. Z tematu obowiązków wobec społeczeństwa łatwo przejść na temat często omawiany przez obiektywistów: na pojęcie egoizmu. Jeśli zapytać przypadkowych ludzi na ulicy o wartości moralne egoizmu i altruizmu, to większość odpowie nam, że egoizm jest „raczej zły”, a altruizm „raczej dobry”. Możemy więc rozdzielić dwa aspekty tego zjawiska. Pierwszym jest przedefiniowanie pojęć wynikające z błędnego ich rozumienia. Dla przeciętnego człowieka mają one status pojęć zwyczajowych, których się nie tłumaczy. Zawierają w sobie ładunek emocjonalny, który działa na zasadzie mimowolnych skojarzeń. Drugim aspektem jest ucieczka w  „jakgdybyzm”, czyli zamazywanie znaczeń  przez użycie poprzedzającego słowa „raczej”. Wówczas wychodzi nam niepewność poglądów. Bo przy przeciwstawieniu sobie postaci egoisty i altruisty z jednej strony mamy obraz chama i prostaka przeciwstawionego dobroczyńcy, z drugiej strony jednak tłumaczy się dzieciom od małego, że trzeba być asertywnym, nie wolno się zgadzać na wszystko, a „zbyt dobrym” człowiekiem też nie można być, bo będzie się człowiekiem wykorzystywanym przez innych. Wychodzi przy tym chaos myślowy, bo po dłuższym zastanowieniu okazuje się, że jedno i drugie może być pozytywne i negatywne − ale i tak orzeka  się o tym bez rozumienia tych słów. Emocjonalny ładunek robi swoje i nie trzeba nic rozumieć. Szarej jednostce będzie się wydawało, że intuicyjnie wszystko rozumie.

Chaos myślowy spowodowany tymże ładunkiem emocjonalnym może się kojarzyć z burzą. Zwłaszcza jeśli użyjemy tu słowa „zaburzenie” w kontekście percepcji. Porównam więc prawidłowe dla rozumu relacje ze stanami emocjonalnymi do żeglugi i sztormu. Emocje są swego rodzaju napędem nakierowującym nasze przemyślenia, zainteresowania czy upodobania. Rozum pomaga je rozeznać, skonfrontować z rzeczywistością i zweryfikować plany. Tak więc można go nazwać sterem, który pomaga utrwalić zamiary, które niczym wiatry pchają nasz statek do przodu. Dzięki sterowi można utrzymać kurs, aby nie dawać się bezwładnie poruszać wiatrom i prądom. Są też po drodze różnorakie wiatry i prądy, którym trzeba stawić czoła. Bo tak jak uczucia mogą nas napędzać ku czynom − na chwilę odstawmy na bok kwestię: szlachetnym czy nikczemnych − tak też mogą powodować naszą chwiejność. A konsekwentność jest przecież jednym z warunków osiągnięcia sukcesu. Pamiętać należy także, że życie ma więcej płaszczyzn niż rejs. Kiedy obieramy drogę z punktu A do punktu B, to nie wiemy, co nam się przytrafi, ilu spotkamy ludzi, którzy nic nam nie zawinili. Nie wolno nam być przeszkodą dla samych siebie, lecz nie możemy też stwarzać problemów innym ludziom ze względu na lepszy czy gorszy humor.

Częstym zachowaniem, świadczącym zresztą o bardzo subiektywnym sposobie myślenia, jest emocjonalne reagowanie na fakt zwrócenie nam uwagi. Dla wielu ludzi zwykła uwaga może być odebrana jako kąśliwa. Mimo że formułująca ją osoba chce jedynie stwierdzić fakt, skierować nasze przemyślenia na nowe tory, to adresat wypowiedzi może ją odebrać jako atak na siebie lub na wartości, z którymi się utożsamia. A czasami wystarczy nawet słowo-klucz, wysłuchane bez zrozumienia, aby wysnuć błędne wnioski. Kiedy pewien polski profesor wysłał swoim studentom tekst o Nowej Lewicy, ci napisali do niego wiadomość, z której wynikało, że odebrali go jako osobę o poglądach lewicowych, choć tekst miał być materiałem do pomocy przed egzaminem. Tego typu wyrywanie z kontekstu bywa przyczyną wielu nieporozumień. Podobne zajście miało miejsce, gdy pewien narodowiec pojawił się na prelekcji dotyczącej ekonomii wolnorynkowej. Wywiązała się później luźna dyskusja, podczas której poddano niejednoznacznej krytyce przynależność narodową i patriotyzm. Myślący krytycznie człowiek powinien poddawać krytyce nawet niewygodne dla niego tematy i nie powinien stawiać sobie barier świętości w stosunku do kwestii, które wydają się być odgórnie  rozstrzygnięte normami społecznymi. Jednakże ów słuchacz odebrał to inaczej. Wysnuł z tego wnioski, które są dla niego niepodważalne: a więc że wszyscy wolnościowcy mają nastawienie antypatriotyczne i dążą do zniszczenia wszelkiej tradycji − i że takie nastawienie mieli wszyscy myśliciele libertarianizmu czy ekonomiści związani ze szkołą austriacką. Znane jest zjawisko wolnościowców, którzy szkodzą wolności. Faktem jest, że osoba oficjalnie należąca do stowarzyszeń promujących liberalizm czy libertarianizm może tworzyć negatywny wizerunek swoim ekscentrycznym stylem życia, jeśli godzi we wszelkie przyjęte normy społeczne. Ktoś taki jest oczywiście winny tworzenia czarnego pijaru, ale osoby śledzące wydarzenia powinny też zdać sobie z czegoś sprawę: osoba, która poniża się swoim zachowaniem, występuje sama, odpowiada za siebie. Jeśli chodzi o szerszą interpretację, to co najwyżej pozwala to wysnuć wnioski o gnieżdżeniu się danej idei w umyśle konkretnej osoby, a trzeba też wziąć pod uwagę mnóstwo innych czynników: inne wartości wyznawane przez tego człowieka, jego przeszłość, jak wiele dana filozofia dla niego znaczy etc.

O ocenianiu na podstawie tak nikłych przesłanek wspomniałem wcześniej, kiedy mówiłem o przenoszeniu kwestii z jednej sfery do innej.  Przykładowo: w codziennym życiu społecznym możemy mieć wiele zobowiązań nieformalnych, które nie wynikają z żadnej umowy. Jedna osoba może nie zrobić czegoś, co według innej powinna. Ta druga wszczyna wtedy awanturę, chociaż mogło nie być nawet werbalnej umowy − wystarczyło przyzwyczajenie. Druga osoba mogła sobie wyobrażać, że ta pierwsza się domyśla i zawsze rozumie jej zasady. A także oskarżający może wówczas powołać się na inne negatywne cechy bądź postępowania tej osoby − mające nijak się do sytuacji − ale stawiające atakowanego w złym świetle: ponieważ działają tu uczucia, a nie rozum. We wspomnianym wcześniej przypadku oburzania się na krytykę ze względu na pomoc otrzymaną od danej osoby również mamy do czynienia z przenoszeniem jednej sfery na inne. Tak też może być wypadku, gdy ktoś, kogo darzymy sympatią, wystartuje w wyborach. Wówczas mogłoby dojść do oddania głosu na znajomą osobę bez względu na jej poglądy. I tak często bywa, np. ktoś jest oszukiwany przez osobę, która wcześniej wzbudziła w nim pozytywne nastawienie. Co jakiś czas mamy do czynienia z sytuacją, że zespół, pisarz czy postać życia publicznego bywają oskarżani o szerzenie podprogowych treści satanistycznych, ukrytą współpracę z komunistami albo np. molestowanie dzieci. Przypadki można mnożyć. Wówczas tłum fanów staje w obronie oskarżonego (odstawmy na moment prawdziwość oskarżeń), mimo że nie znają faktów lub, co gorsza, nie chcą ich znać. Jedyna przesłanka to fakt, że znają twórczość danego człowieka albo bądź prezentuje się on dobrze w ich oczach i po prostu nie mogą go sobie wyobrazić w złym świetle. A w pewnych wypadkach oskarżony może nawet  stopniowo wpoić odbiorcom swoje poglądy.

Jak napisałem, uczucia mogą być jak zgubne wiatry dla statku, który płynie ku swemu celowi. Na chwilę obecną odstawmy na bok właściwość lub niewłaściwość celu, bo prawo działa obiektywnie, niezależnie od słuszności pobudek, tak samo jak prawa fizyki nie są na niczyich usługach. Każdy ma jakieś cele. Na dłuższą metę wymagają one jednak wytrwałości. Kiedy ktoś jest zmęczony, brak wytrwałości może być spotęgowany lekkim powiewem takich chwilowych uczuć, które wypaczają wizję i powodują zniechęcenie w stosunku do własnych dążeń. Albo osoba zniechęcona długim oczekiwaniem na efekty może w ten sposób odejść od swoich zamierzeń. Także sprzeniewierzenie się własnym zasadom jest takim przypadkiem. Nie ma chyba religii, która nie wymagałaby czegoś od wyznawcy. Jeśli ktoś zakłada, że dane wierzenia są słuszne i przekazany mu obowiązek jest słuszny, to musi być konsekwentny. Wielu jednak twierdzi, że wierzy, chociaż szuka usprawiedliwienia dla swoich odstępstw. Możemy mieć do czynienia z lenistwem bądź z jakimiś doświadczeniami. Jeśli ktoś odchodzi od tego, co wyznawał, ze względu na złe samopoczucie czy jakieś konkretne złe wydarzenia, powinien się zastanowić, dlaczego wcześniej się do tego stosował: wszak Bóg − jak zresztą ktokolwiek i cokolwiek − nie może istnieć lub nie istnieć w zależności od chwilowych stanów emocjonalnych. I w drugą stronę : chwilowe uniesienia czy dobre doświadczenia w środowiskach religijnych nie mogą powodować przyjęcia religii − również należałoby się zastanowić, dlaczego doszło się do wniosku, że wcześniej nie miało się racji. Religie mają pewne zasady, których wyznawcy muszą się trzymać niezależnie od tego, co czują. I tak też jest z każdą obieraną drogą: możemy analizować jej słuszność, ale jeśli już zdecydujemy się nią podążać − wówczas jedynym powodem zejścia może być racjonalne przeświadczenie, że był to zły wybór.

W życiu codziennym możemy mieć do czynienia z sytuacją, że ktoś zechce nam zwrócić uwagę. Można ją przeanalizować, przemyśleć. Jednak bardzo częstym zjawiskiem jest tworzenie dodatkowo niepotrzebnej burzy emocji. W szkołach często się zdarza, że nauczyciel publicznie wytyka błędy ucznia i wygłasza tyradę, powielając cały czas to samo. Czemu służy takie powielanie? W innych grupach społecznych również często się to może zdarzyć : niepotrzebne omawianie wciąż i wciąż na nowo danego tematu, jakby miało to pomóc adresatowi przyswojenie uwag.

Uwaga! Kolejny akapit zawiera znaczące spojlery i zdradza kluczowe aspekty fabuły Bractwa czystej krwi Terry’ego Goodkinda. Jeśli nie znasz, Czytelniku, tej powieści i nie chcesz psuć sobie przyjemności jej poznawania – czuj się ostrzeżony. [przyp. red.]

W swoich książkach Terry Goodkind wielokrotnie pokazywał zgubny wpływ uczuć na działania bohaterów. Do użycia tytułowego miecza potrzebny był gniew. To on napędzał władającego nim do zabijania w obronie sprawiedliwości. Ale walczący działał w obrębie percepcji, więc musiał jednocześnie umieć zapanować nad gniewem, aby nie wydać pochopnych osądów. W tomie trzecim Richard zauważył, że czasami ciężko odróżnić, kiedy uczucia przejmują kontrolę nad działaniami. Chciał ratować Kahlan, lecz jednocześnie wiedział, że powinien pozostać na miejscu. Pamiętał sytuację, gdy matka pragnąca ratować własne dziecko wskoczyła za nim do wody, choć sama nie umiała pływać. Dziecko zostało uratowane przez załogę pobliskiej łodzi. Ciała kobiety nigdy nie odnaleziono. Wskutek upływu czasu problematyczna staje się decyzja, jak zadziałać − a to wzmaga szaleństwo. Istniała organizacja zwana Bractwem Czystej Krwi, chcąca wytępić magię ze świata, a władających mistyczną siłą nazywała banelingami, czyli sługami Opiekuna zaświatów, mającymi rozprzestrzenić śmierć, nastawionymi przeciwko Stwórcy. Jednakże w samych szeregach Bractwa znajdowała się siostra przywódcy, która dysponowała darem magii. Lider organizacji, Tobias, uważał, że jeśli będzie ona służyć Bractwu swą mocą, to może odpokutować ten grzech. Później okazało się, że… sam miał dar magii. Wpadł w obłęd i zaczął twierdzić, że Stwórca jest banelingiem.

W obecnym świecie również mamy wiele ruchów dążących do zrealizowania swoich wizji społeczeństwa. Im większą będą miały siłę, tym bardziej będą próbowały wdrożyć swoje utopijne pomysły. Jednak ich moc działań zależy od pojedynczych osób, które oddolnie je wspierają. I to od przyzwolenia tych osób zależy, czy osiągną sukces.

Paweł Tałajczyk

Sympatyk filozofii obiektywizmu, na którą trafił dzięki literaturze Terry'ego Goodkinda, jak też szukający prawdy analityk różnych innych nurtów filozofii z szerokim wachlarzem zainteresowań. Od niedawna tworzy covery gitarowe na YouTube i powoli odsłania kolejne talenty. Dla portalu zajmuje się głównie tematyką na pograniczu filozofii i psychologii.

Więcej tekstów


YouTube

Może spodoba Ci się również...