Obiektywnie o zakładzie Pascala

Autor: Paweł Tałajczyk
Redakcja językowa i korekta: Mateusz Błaszczyk


Obiektywnie o zakładzie Pascala

Pragmatyczny argument za wyznawaniem religii, zwany zakładem Pascala, mówi nam: powinno się wierzyć w Boga, bo jeśli On istnieje, to my na tym zyskamy, a jeśli nie istnieje, to nie stracimy. Jeśli nie będziemy wierzyć, to zachodzi ryzyko, że jeśli On istnieje − poniesiemy klęskę. Pascal opierał się na stwierdzeniu, że życie doczesne jest niczym wobec wieczności i warto taki odcinek poświęcić Bogu, nawet jeśli Go nie ma, bo w naszej percepcji i tak zakładamy, że coś będzie później. Ile jest jednak racji w takim rozumowaniu?

Przeanalizujmy dwa zasadnicze problemy. Pierwszy związany jest z punktem odniesienia. Brakuje tu odniesienia, o którego boga chodzi. Pascal, jako chrześcijanin, prawdopodobnie zakładał z góry chrześcijańskiego Boga, jednakże muzułmanie równie śmiało mogą się na to powoływać i wpajać wiarę w Allaha. Koncepcje istoty sprawczej są odmienne w różnych religiach. Co jeśli ktoś wybrał „niewłaściwego boga”? Taki zakład na pewno nie może przekonać wyznawcy jednej religii na przejście na inną.  Nic nie mówi o wartościach moralnych różnicujących odmienne wierzenia. Jeśli przyjmie się np. z punktu widzenia islamu jedynie takie rozumowanie, przejście na inną wiarę czy system wartości jest po prostu niekorzystne – każda ze stron będzie twierdzić, że ma rację, bo wedle takiego założenia to się opłaca. „Jedynie takie rozumowanie” to sformułowanie użyte, aby pokazać, że nie ma się innych motywacji czy poszlak.

Rozpatrując to szerzej, można przyjąć każdą hipotezę, której odbiorca nie będzie w stanie zweryfikować. Właściciele sklepów mogą krzyczeć, że teraz jest jedyna okazja do „superzakupów”, a klient przy małej ilości czasu nie jest w stanie rozsądnie ocenić sytuacji. Możemy  bezkrytycznie przyjmować pewne postawy, bo nie mamy czasu na weryfikację, a boimy się, że mogą być słuszne. Możemy mieć do wyboru dwie sprzeczne opinie, a każdej będziemy mogli tylko zaufać, bo możemy nie mieć wystarczającej wiedzy.

Drugi problem odnosi się do natury Boga. Otóż musimy tu z góry założyć, że chce, aby ślepo w Niego wierzyć. Skąd taka wiedza? Zakład ten omawia jedynie użyteczność wiary: wynika z niego, że człowiek to bezrefleksyjne zwierzę. To sprowadzenie istoty kultu do czegoś,  co na wszelki wypadek powinno się czcić, wyzbywając się przy tym swojego „ja”. Wychodzi więc z tego osoba bojąca się myśleć krytycznie.  Metateologia Pascala przez niego samego jest przedstawiana jako gra co najmniej bezstratna. Jednak wiara z przedstawionych przez niego powodów jest w rzeczywistości grą o wynikach ujemnych dla obu stron, ponieważ przez stosowanie takiej motywacji musimy wykluczyć szacunek zarówno do wyznawcy, jak też do istoty kultu.

Jeśli osoba jest głęboko przekonana o nieistnieniu żadnego wyższego bytu bądź przynajmniej o niesłuszności sugerowanej jej religii, popadłaby w sprzeczność. Wyobraźmy sobie, że ktoś mówi: „Nie ma żadnego boga, ale sobie wierzę, bo co mi tam szkodzi?”.  Byłaby to absurdalna próba gry na dwóch frontach jednocześnie. Nie dość, że taki zakład oznacza chęć przechytrzenia domniemanego wyższego bytu, to wyklucza wolność w wewnętrznych myślach. Nasuwa się skojarzenie z poradnikami pozytywnego myślenia – czyli nie myśl źle, bo to wpłynie źle na twoją podświadomość, a w konsekwencji na twoje działania i nie osiągniesz sukcesu, a świat jest radosny i kolorowy, i w ogóle nie próbuj tego kwestionować, żeby być szczęśliwym człowiekiem.

Pozostaje jeszcze sama kwestia użyteczności. Dlaczego ateista w obliczu śmierci ma się nawrócić, jeśli miałby w to nie wierzyć? Zrozumiały jest przypadek, jeśli naprawdę ma wątpliwości co do swoich dotychczasowych poglądów. Jednak jeśli jest głęboko przekonany o niesłuszności danych poglądów, to wewnętrznie na tym traci – wyrzeka się swoich myśli na rzecz czegoś, co według jego założeń ma nie istnieć. Również wiele religii potępia dotykanie tego, co nieznane czy niewiadomego pochodzenia, nawet „tak na wszelki wypadek”.  Nie można też powiedzieć, że jeśli wyznajemy cokolwiek, to nic na tym nie tracimy – możemy zrzekać się potencjalnych przemyśleń na rzecz sugerowanych nam „gotowców”. Więc podążająca za tym schematem osoba traci siebie: narusza swoją wewnętrzną integralność.

Powyższy artykuł nie jest tekstem antyreligijnym (sam autor jest katolikiem). Również osoby religijne nie mogą odpędzać od siebie przemyśleń o przeciwnych prądach, aby nie przyjmować nieweryfikowalnych tez na ślepo i rozpatrywać argumenty różnych stron, aby móc patrzyć życiu prosto w oczy.

Paweł Tałajczyk

Sympatyk filozofii obiektywizmu, na którą trafił dzięki literaturze Terry'ego Goodkinda, jak też szukający prawdy analityk różnych innych nurtów filozofii z szerokim wachlarzem zainteresowań. Od niedawna tworzy covery gitarowe na YouTube i powoli odsłania kolejne talenty. Dla portalu zajmuje się głównie tematyką na pograniczu filozofii i psychologii.

Więcej tekstów


YouTube

Może spodoba Ci się również...