Majątek narodowy – czy może lepiej prywatny?

Uwaga redakcji: artykuł pojawił się pierwotnie na portalu prostaekonomia.pl.
Autor: Jakub Konończuk
Redakcja: Ratel


Ostatnimi czasy na popularności zyskały hasła: „repolonizacja”, „patriotyzm gospodarczy” oraz „gospodarka narodowa”. Sformułowania te pojawiły się między innymi podczas, odbywającego się niedawno, XXVI Forum Ekonomicznego w Krynicy. Uczestniczący w dyskusji politycy mocno podkreślali, że niezwykle ważną kwestią jest dla nich zachowanie „właściwej proporcji” pomiędzy kapitałem krajowym, a zagranicznym w polskiej gospodarce. Ponadto wydaje się, że zwykłym obywatelom również zależy na tym, aby większość firm, spółek itd. działających na terenie kraju znajdowała się w polskich rękach. Jednocześnie zagadnienie, czy przedsiębiorstwa te mają być własnością prywatną, czy państwową, w oczach znacznej liczby Polaków stanowi sprawę drugorzędną. Należy zatem uświadomić ludziom, że to właśnie ta druga kwestia jest dużo istotniejsza oraz że ma ona realny wpływ na ich życie.

Na samym początku zajmijmy się określeniem, które niewątpliwie łączy się z omawianym tematem. Chodzi mianowicie o tak zwany „obcy kapitał”. Pomimo faktu, iż niejeden ekonomista udowodnił, że kapitał narodowości nie posiada, wciąż wielu ludzi daje wiarę populistycznym hasłom rzucanym przez polityków, według których napływ środków z zagranicy może mieć dla kraju szkodliwe konsekwencje. Warto zauważyć, że osoby te zgrabnie pomijają pozytywne skutki  związane z tym zjawiskiem, takie jak na przykład to, że dzięki napływowi dóbr z zagranicy dysponujemy niemal od razu kapitałem, którego nie musieliśmy uprzednio akumulować. Użycie kapitału, niezależnie od jego pochodzenia, skutkuje natychmiastowym wzrostem produktywności i co za tym idzie – wzrostem standardu życia. Tym którzy wciąż mają jeszcze wątpliwości w kwestii „obcego kapitału” polecam odsłuchać wykład zorganizowany przez Instytut Misesa pod tytułem „Polska mitologia kapitału. Czy jesteśmy kolonią zachodu?”, w którym dr Mateusz Machaj, Mateusz Benedyk oraz Marcin Zieliński obalają większość mitów związanych z tym terminem.

Przejdźmy zatem do meritum. Zacznijmy od własności prywatnej. To właśnie dzięki niej jednostka zyskuje niespotykaną w żadnym innym przypadku wolność, gdyż swobodne rozporządzanie swoim majątkiem, pomaga jej w realizacji swoich celów, marzeń, czy ambicji. Każda osoba może zrobić ze swoim dobytkiem co tylko zechce, nie łamiąc praw innych, np. wydając go na konsumpcje, inwestując lub też oszczędzając, aby zrobić z niego użytek w przyszłości. Dlaczego jednak własność prywatna jest tak niezbędnym elementem w funkcjonowaniu całego społeczeństwa? Ponieważ to dzięki niej oraz gospodarce rynkowej powstają warunki do najefektywniejszej alokacji zasobów, co skutkuje poprawą bytu całego społeczeństwa. Z wolnej wymiany rodzi się system cen, który informuje przedsiębiorców co jest potrzebne, gdzie i ile tego produkować. Bez własności nie ma wymiany, bez wymiany nie ma cen a to właśnie system cen daje wiedzę o tym jakie są najpilniejsze potrzeby ludzi. Własność stanowi również zachętę do działania. Czy jednostka miałaby motywację do podjęcia działania, gdyby nie pozwolono jej zachować owoców jej pracy? Więcej na ten temat pisałem w swoim artykule, w którym wyjaśniam, w jakim ustroju ludzie dążą do bycia jak najefektywniejszymi.

Warto również wspomnieć, że własność prywatna stanowi podstawę niemal każdej rozwiniętej cywilizacji. Jak powiedział Ludwig von Mises:

Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród
nie stworzył wyższej cywilizacji bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej.

Co więcej, własność prywatna stoi na straży wolności obywateli i chroni ich przed zakusami rządzących. Zwróćmy uwagę, że w krajach, w których zniesiono własność prywatną (takich jak chociażby Związek Radziecki) mieszkańcy zostali zmienieni w niewolników całkowicie zależnych od woli państwa.

Przejdźmy teraz do pojęcia własności lub też majątku narodowego. Co mamy rozumieć przez to określenie? Według „Słownika ekonomicznego i finansowego”:

W rachunkowości narodowej majątek narodowy to całość aktywów netto należących do krajowych podmiotów gospodarczych.

Zauważmy jednak, że definicja ta nie odnosi się do tego, czy dobra te stanowią własność prywatną, czy też państwową. Ta nieścisłość sprawia, że pojęcie to może być wykorzystywane przez polityków np. do nacjonalizowania różnego rodzaju firm, czy spółek, będących własnością prywatną, ale zagraniczną. Co więcej wzrost udziału „majątku narodowego” w gospodarce kraju nie musi mieć wcale wpływu na polepszanie się bytu jego mieszkańców. Wręcz przeciwnie. Na przykładzie takich państw jak chociażby Korea Północna, czy Kuba widać wyraźnie, że to, iż gospodarka danego kraju jest w stu procentach oparta na „majątku narodowym” nie chroni mieszkańców przed życiem w skrajnej biedzie.

Niektórzy czytelnicy mogą zwrócić uwagę na to, że wielu polityków podkreśla, iż gospodarka powinna opierać się na prywatnej własności, która jednak będzie należała w większości do obywateli danego kraju. Innymi słowy chcą oni zachowania gospodarki rynkowej, jednakże uważają, że powinna być ona „wsparta” interwencjonizmem państwowym w celu zachowania „odpowiedniej proporcji” na rynku oraz że należy wspierać krajowe zakłady, spółki itd.  Przykładowo rząd może nałożyć wysokie cła w celu zmniejszenia importu towarów z zagranicy, co miałoby rzekomo sprawić, że krajowym producentom będzie się lepiej powodzić. Niestety, jak to zwykle bywa w przypadku państwowych regulacji, zysk jednych odbywa się kosztem drugich. Tutaj poszkodowanymi są konsumenci. Krajowi producenci, „ocaleni” przed zagraniczną konkurencją, nie będą mieli tak dużej motywacji do dostarczania klientom towarów tanich i/lub wysokiej jakości. W konsekwencji krajowy konsument wyda na towar więcej, niż zamierzał. Jak można się domyślić, jeżeli wyda on więcej pieniędzy na np. buty, to zostanie mu mniej pieniędzy na inne dobra. To natomiast będzie miało negatywne konsekwencję dla innych producentów. Ponadto takie praktyki utrudniają specjalizację pracy, która cechuje niemal wszystkie współczesne rozwinięte kraje. Dzieje się tak, ponieważ kraj pozbawiony możliwości importowania rożnego rodzaju dóbr z zagranicy, zmuszony jest produkować je na miejscu. Następuje więc „rozdrobnienie” siły roboczej i zasobów. Co więcej strach przed towarami z zagranicy jest z samego swojego założenia irracjonalny, gdyż stwierdzenie, że kupowanie pożądanych  towarów może nas zubożyć wydaje się nielogiczne. Zostało to świetnie zobrazowane w filmie Prostej Ekonomii „Eksport i import”. Protekcjonizm oraz regulacje państwowe nie chronią jego obywateli, ani nie tworzą dobrobytu. Zamiast tego zubożają społeczeństwo, każąc jego członkom płacić więcej za to samo.

Należy zwrócić również uwagę na to, że często to społeczeństwo inicjuje tego rodzaju działania poprzez akcje wspierające „patriotyzm konsumencki”. Ludzie starają się kupować artykuły wyprodukowane w ich kraju, aby (w ich opinii) wspierać „swoich”. Czy jednak jest tak faktycznie? Na pierwszy rzut oka na pewno. Warto jednak przypomnieć sobie słowa Henry’ego Hazlita:

Zły ekonomista widzi tylko to, co bezpośrednio uderza wzrok;
dobry ekonomista patrzy także dalej.
Zły ekonomista widzi tylko bezpośrednie konsekwencje proponowanego kierunku polityki; dobry ekonomista spogląda także na konsekwencje dalsze i pośrednie.
Zły ekonomista widzi tylko skutki, jakie dana polityka przyniosła lub przyniesie pewnej konkretnej grupie; dobry ekonomista bada także skutki,
jakie polityka przyniesie wszystkim grupom.

Co możemy zatem zauważyć po bardziej wnikliwej analizie? Przede wszystkim powiela się tutaj błąd opisywany w poprzednim akapicie. Jeżeli wydamy więcej pieniędzy na produkt jednego krajowego producenta, zamiast spożytkować mniejszą ich ilość na produkt pochodzący z zagranicy, to zostanie nam mniej środków na artykuły innych. W żaden sposób nie wzbogaci to społeczeństwa, wręcz przeciwnie, zuboży je w ujęciu pieniężnym, ponieważ ludzie będą pozbawieni wielu dóbr, które kupiliby gdyby nie skupiali się jedynie na krajowych produktach. Warto jednak podkreślić, że takiemu dobrowolnemu działaniu nie ma potrzeby, a wręcz nie powinno się przeciwdziałać. Wartość jest subiektywna. Jeśli więc konsument płaci więcej za produkt, ale dzięki temu osiąga dodatkową satysfakcję z tego, że kupił towar od swojego rodaka, to być może wyższa cena rekompensowana jest tym dodatkowym subiektywnym zyskiem. Warto natomiast zastanowić się, czy takie działanie faktycznie służy zamożności społeczeństwa, ponieważ społeczeństwo może być bogate jedynie bogactwem jednostek, które je tworzą.

Chronienie krajowych producentów przed zagraniczną konkurencją oraz dbanie o „właściwą proporcję” w gospodarce jest zatem nie tylko bezcelowe, ale wręcz szkodliwe. Tylko dzięki nieregulowanemu rynkowi oraz wolnemu handlowi społeczeństwo może wzbogacić się i osiągnąć dobrobyt. Wszelkie ingerencje państwa mające ustalić „właściwy poziom majątku narodowego” niezwykle to utrudniają. Natomiast faktycznie powinniśmy zabiegać o to, aby jak największy udział w gospodarce naszego kraju stanowił sektor prywatny. Całym sercem życzymy sobie, aby nasi krajowi producenci odnosili sukcesy, jednak, jak głosi powiedzenie, „żelazo wykuwa się w ogniu”. Aby faktycznie osiągnęli oni doskonałość, ich umiejętności muszą być stale weryfikowane przez rynek. Dopiero w starciu z konkurencją producenci mają zachęty do podnoszenia jakości swych towarów, obniżania cen i jak najlepszego służenia swym klientom.

Jakub Konończuk

Z przekonania liberał. Zafascynowany austriacką szkołą ekonomii oraz filozofią obiektywizmu. Wolne chwile spędza głównie na bezproduktywnej kontemplacji otaczającej go rzeczywistości.

Więcej tekstów

Może spodoba Ci się również...